Posts Tagged ‘wiersz’

Wiele mam do zrobienia

mam plany na przyszłość nieco mgliste
Energia jest ze mną. Sam sobie radzę najlepiej
lubię takie dni/noce jak dzisiaj
dam sobie radę ale nie ze wszystkim niestety
prawo natury – za pierwszym razem nic nie działa..
życie…
zastanawiam się
dzisiaj przyszedł czas na zamartwianie się
kochać mnie nie musisz, kochana
no kurwa mać no…
nie potrafię

To już drugi wiersz naszego blogowego poety Górala. Tym razem nadałem mu tytuł Wiele mam do zrobienia. Myślę, że dokładnie odpowiada on nastrojowi utworu. Podmiot liryczny już na wstępie zauważa sprawy, które są jeszcze przed nim, a wraz z tym spostrzeżeniem pojawiają się wątpliwości czy zdoła sobie sobie z nimi poradzić. Zdaje sobie także sprawę, że jest w tej walce odosobniony. Nie przejmuje się pierwszymi niepowodzeniami. Godzi się ze zmiennością kolei losu. Daje mu to powód do refleksji nad życiem, które nie zawsze przynoszą ulgę, szczególnie jeśli chodzi o miłość. W ostatnich dwóch dobitnych i bardzo charakterystycznych dla tego poety wersach robi komuś (może sobie samemu) wyrzuty za niemoc i bezradność w swych staraniach.

Ballada o potworze z pieczary

W naszych lekko pogiętych umysłach, podczas jednego z wieczorów tegorocznej, męczącej sesji zebrało nas na tworzenie poezji. Zaczęło sie to tak, że szukając natchnienia spojrzałem w lewo i ujrzałem najdoskonalszą muzę, której istnienie porwało moją dusze na wyżyny metafory, zgrabnie zawartej w prostych rymowanych wersach. Stworzyłem utwór bardzo zabawny, bo nawet osoba, którą w nim opisałem, miała nie lada uciechę podczas recytacji. A oto on:

Ballada o potworze z pieczary, czyli jak widzę mojego współlokatora:

siedzi przy biurku stwór rubaszny
śmierdzi mu z pachy i łeb ma straszny
mlaska i spluwa wciąż na podłogę
na jego pryszcze patrzeć nie mogę

po jego karku łój słony spływa
mógłbym go użyć choć do pieczywa
niech się nie śmieje bo wali mu z gęby
chyba wpierdolił zgniłe otręby

jego twarz to czysty przypadek
garba ma jak u osła zadek
klei się obleśnie do każdej rzeczy
słyszałem, że jego ślina choroby leczy

czyha codziennie przy swojej pieczarze
na piękne dziewcze co się ukaże
aby ją zawlec w gnuśne otchłanie
i tylko łkanie po niej zostanie