W naszych lekko pogiętych umysłach, podczas jednego z wieczorów tegorocznej, męczącej sesji zebrało nas na tworzenie poezji. Zaczęło sie to tak, że szukając natchnienia spojrzałem w lewo i ujrzałem najdoskonalszą muzę, której istnienie porwało moją dusze na wyżyny metafory, zgrabnie zawartej w prostych rymowanych wersach. Stworzyłem utwór bardzo zabawny, bo nawet osoba, którą w nim opisałem, miała nie lada uciechę podczas recytacji. A oto on:
Ballada o potworze z pieczary, czyli jak widzę mojego współlokatora:
siedzi przy biurku stwór rubaszny
śmierdzi mu z pachy i łeb ma straszny
mlaska i spluwa wciąż na podłogę
na jego pryszcze patrzeć nie mogę
po jego karku łój słony spływa
mógłbym go użyć choć do pieczywa
niech się nie śmieje bo wali mu z gęby
chyba wpierdolił zgniłe otręby
jego twarz to czysty przypadek
garba ma jak u osła zadek
klei się obleśnie do każdej rzeczy
słyszałem, że jego ślina choroby leczy
czyha codziennie przy swojej pieczarze
na piękne dziewcze co się ukaże
aby ją zawlec w gnuśne otchłanie
i tylko łkanie po niej zostanie
sirmaniek Powiedział/a:
on czerwiec 23, 2008 at 9:16 pm
idź lepiej kopać zgniłe buraki ;p ciulu jeden ;p
zip Powiedział/a:
on czerwiec 23, 2008 at 9:26 pm
nie wyzywaj mnie, lepiej pokaż co sam naskrobałeś na mnie
boska Powiedział/a:
on czerwiec 26, 2008 at 9:04 pm
to jedna z lepszych ballad jakie w życiu czytałam;) z niecierpliwością czekam na kolejne
olcia Powiedział/a:
on czerwiec 27, 2008 at 7:12 pm
Zgadzam się z boską
Takiej oryginalnej ballady nikt o nikim nie napisał jeszcze
Maniek powinieneś się cieszyć