Ballada o potworze z pieczary

W naszych lekko pogiętych umysłach, podczas jednego z wieczorów tegorocznej, męczącej sesji zebrało nas na tworzenie poezji. Zaczęło sie to tak, że szukając natchnienia spojrzałem w lewo i ujrzałem najdoskonalszą muzę, której istnienie porwało moją dusze na wyżyny metafory, zgrabnie zawartej w prostych rymowanych wersach. Stworzyłem utwór bardzo zabawny, bo nawet osoba, którą w nim opisałem, miała nie lada uciechę podczas recytacji. A oto on:

Ballada o potworze z pieczary, czyli jak widzę mojego współlokatora:

siedzi przy biurku stwór rubaszny
śmierdzi mu z pachy i łeb ma straszny
mlaska i spluwa wciąż na podłogę
na jego pryszcze patrzeć nie mogę

po jego karku łój słony spływa
mógłbym go użyć choć do pieczywa
niech się nie śmieje bo wali mu z gęby
chyba wpierdolił zgniłe otręby

jego twarz to czysty przypadek
garba ma jak u osła zadek
klei się obleśnie do każdej rzeczy
słyszałem, że jego ślina choroby leczy

czyha codziennie przy swojej pieczarze
na piękne dziewcze co się ukaże
aby ją zawlec w gnuśne otchłanie
i tylko łkanie po niej zostanie

4 komentarzy »

  1. sirmaniek Powiedział/a:

    idź lepiej kopać zgniłe buraki ;p ciulu jeden ;p

  2. zip Powiedział/a:

    nie wyzywaj mnie, lepiej pokaż co sam naskrobałeś na mnie

  3. boska Powiedział/a:

    to jedna z lepszych ballad jakie w życiu czytałam;) z niecierpliwością czekam na kolejne

  4. olcia Powiedział/a:

    Zgadzam się z boską :) Takiej oryginalnej ballady nikt o nikim nie napisał jeszcze :) Maniek powinieneś się cieszyć :)


{ Kanał RSS komentarzy dla tego wpisu} · { Adres TrackBack }

Dodaj komentarz